Podstarzała nauczycielka historii oraz WoSu przejrzała krytycznie króciutką listę zapisanych.
- Phil, Pablo, Martin... i Kate? Pozytywnie mnie zaskoczyłaś! Plan jest taki: gdy główna wycieczka będzie zwiedzała zabytki i po kryjomu alkoholizowała się w okolicznych knajpkach, my udamy się na poszukiwania zaginionego miasta. Tylko nikomu ani mru mru! Robimy to w połowie na nielegalu, ale jesteście już duzi i rozumiecie zasady - prawda?
Wszyscy zgodnie przytaknęli; trzecia liceum zobowiązuje, do tego pani Georgia pomimo wieku należała do osób dosyć nieprzewidywalnych i szalonych. Nie po raz pierwszy przez głowy uczniów przemknęła myśl, że to bardziej oni będą pilnować jej niż na odwrót.
*****
- No dobra, zapraszam was do siebie. Mamy trzy godziny czasu wolnego - akurat tyle, ile trzeba, żeby znaleźć wejście do zaginionego miasta, spędzić tam dzień i wrócić.
- Dzień? Ale mamy tylko trzy godziny...
- Czas płynie tam inaczej, Phil. Jakbyś słuchał tego co mówiłam, to byś pamiętał.
// Pablo
Cała piątka udała się w boczne odnogi ulic i uliczek, obstukując jedne drzwi za drugimi.
- Ekhm. Chyba znalazłem - stwierdził Martin. ? podeszła, postukała w drzwi, wsłuchała się w niski, wibrujący dźwięk, który zastąpił typowy odgłos uderzenia w suche drewno, i pokiwała głową z aprobatą.
- W rzeczy samej. Odsuńcie się - rzekła ? i otworzyła drzwi przy pomocy kamienia z dziurką. - Jak będziemy już w środku, to pamiętajcie, że trzymamy się razem. Zrozumiałeś, Phil? Kto się zgubi, ten zostanie tam już na zawsze. Póki co tylko ja wiem, jak was przeprowadzić tam i z powrotem, ale liczę, że z czasem i wy przyswoicie sobie tę zdolność.
Stare, przeżarte przez korniki odrzwi otworzyły się z upiornym chrobotem przypominającym odsuwanie płyty nagrobnej, jednak zamiast klatki schodowej ukazały nieprzebraną ciemność. Ze środka powiał lodowaty, zatęchły podmuch wżerający się w upał panujący na dworze.
- Jak ktoś chce się wycofać, to teraz jest ostatnia szansa.
Odpowiedziała jej cisza.
- No to środka, tylko szybko.
Drwi zamknęły się za nimi same, tym razem bezszelestnie. Może od środka słychać dźwięki inaczej niż od zewnątrz? Przez kilka minut szli w absolutnym milczeniu pogrążeni w ciemnościach, trzymając się za ręce, żeby przypadkiem się nie rozdzielić. Nagle dotarli do końca przejścia łączącego dwa światy i z mroku pod wpływem smugi światła zaczęły się wyłaniać pierwsze kształty. Zobaczyli coś jakby oderwane skrzydło samolotu wbite w zrujnowany budynek, a także nieprzebrane sterty złomu i innych śmieci. Wszędzie dookoła nich rozciągał się apokaliptyczny pejzaż podbarwiony w niepojące kolory przez rdzawe niebo.
- No to jesteśmy. Pamiętajcie: nie rozdzielamy się i nie wynosimy nic na zewnątrz.
Phil z niechęcią wyrzucił garść łusek po pociskach, które zdążył już schować do kieszeni.
- Ale zdjęcia można robić? - spytał Martin.
- Tak, oczywiście, zdjęcia i szkice są najbardziej wskazane. Chodzi tylko o to, żeby nie dopuścić do zmieszania się materii stąd z materią od nas. To mogłoby mieć katastrofalne skutki.
Zwiedzali zaginione miastko przez wiele godzin, zapuszczając się coraz głębiej w labirynt zrujnowanych przecznic, domów, sklepów i dzielnic. Chociaż nikt niczego ze sobą nie zabierał, to Phil przesuwał nad wszystkim dookoła dozymetrem, Martin cykał zdjęcia, a Kate sporządzała notatki i szkice.
- Tutaj! Patrzcie, to wejście na niższy poziom! - Pablo wskazał rogatkę zagrzebaną w ruinach do tego stopnia, że tylko dach wychylał się nad warstwę śmieci.
- Bardzo dobrze, to zaiste jest przejście na niższy poziom. Macie ze sobą liny i czekany? No to do dzieła.
Weszli na dół przez górne okno rogatki, które teraz znajdowało się tuż nad poziomem ziemi. Pablo z Martinem kopniakami wyłamali framugę na tyle, by malutkie otwory okienne nie stanowiły większego problemu.